Nawigacyjne menu
MAE

MAE

Obecnie niedostępna do spływania

  • Autor: Jarek
  • Data spłynięcia: 23 Cze 2010
  • Kategoria:
  • Adres: Wąwóz rzeki Mae, ujście do Piave

Opis wg www.michael-ullmann.de 

Mae jest rzeką raczej mało znaną. Jest to prawy dopływ Piave, z która łączy się w Longarone.

Trudności rzeki to maksymalnie WW III.
Mae robi duże wrażenie i długo pozostaje w pamięci.
Nie można określić na 2 metry szerokiego wąwozu inaczej niż katedra. Każdy hałas jest wzmocniony przez strome zbocza, brzegi są wysokie i strome(klify). Za każdym zakrętem rzeki, ma się wrażenie napotkania dużego spadku lub przeszkody ze względu na hałas wody. Naprawdę zdarza się to bardzo rzadko, natomiast z drzewami w potoku należy się jednak zawsze liczyć.

Miejsce startu jest bardzo mozolne do osiągnięcia. Najłatwiej zatrzymać się przy moście wiszącym przed Longarone (Parking dla 2-3 samochodów na drodze B 251). Po przejściu mostu wlecze się łódź około 500 m w górę rzeki. Bezpośrednio na pierwszym kamiennym mostem ponad suchym dopływem idzie potem prosto przez krzaki stromo w dół.

Wyjście jest za Logarone zaraz po przepłynięciu pod mostem kolejowym. Miejsce to jest osiągalne samochodem przy czym w Longarone trzymać się prawej strony kierunku dworca. Po jego minięciu, jedzie się dalej aż do rzeki.

Uwaga: W żadnym wypadku nie jedź drogą po prawym wysokim brzegu! Staje się ona do dwóch metrów wąska i wkrótce okazuje się, że nie ma miejsca na zawracanie. Także przejazd przez most dużymi samochodami(Ducato) jest niezwykle utrudniony, gdyż most ma 2 metry szerokości. Spać można np. na dojeździe do elektrowni, w pobliżu jest tez kilka kempingów. Jeść można w gospodzie kilka kilometrów powyżej mostku wiszącego.


Krótko po starcie, przed wpłynięciem do właściwego wąwozu następuje jedno miejsce wymagające przeniesienia po lewej stronie, dość mozolnie (zdjęcie po lewej).

Miejscowy wędkarz ostrzegał nas przed częstymi niespodziewanymi przypływami wody na rzece spowodowanymi praca elektrowni. Woda potrafi wzrosnąć nagle o około 6 metrów. Powinniśmy przed zejściem na wodę uzyskać informacje z elektrowni – mimo że czasami może to zniweczyć planowana wyprawę. Szybkie opuszczenie wąwozu jest niemożliwe.

 

Mój komentarz:

Po raz pierwszy próbowaliśmy ja zdobyć w czerwcu 2005 roku zafascynowani opisem Michaela Ullmanna. Niestety nie udało nam się zejść nad sama rzekę w miejscu przez niego wskazanym. Dlatego przy drugiej próbie w 2010 byliśmy już wyposażeni w liny i sprzęt alpinistyczny. Tym razem zejście zakończyło sie sukcesem. Ale po kolei …

Widok na zaporę,po lewej wypływ Mae

 

Początek spływalnego odcinka Mae zaczyna sie za zaporą tworzącą jezioro Lago di Pontesei w pobliżu miejscowości Forno di Zoldo odległej około 12 km od Longarone. Dojeżdżamy tam droga nr 251 biegnąca wzdłuż rzeki.

 

Mae kilkaset metrów za zaporą

 

Przez pierwsze kilkaset metrów Mae płynie w niezbyt głębokim wąwozie, by następnie rozlać się szeroko w żwirowym korycie. Standardowy wypływ wody z zapory na tym odcinku z reguły nie jest wystarczający do normalnego płynięcia.

 

 

Rzeka wcina się coraz bardziej w dolinę, tworząc coraz węższy kanion, powoli ilość wody staje się wystarczająca.

Około 4 km w dół rzeki spotykamy wysoki jaz spiętrzający za którym można by próbować rozpocząć płyniecie.

Od tego miejsca rozpoczyna się kanion Mae.

Jaz za którym można próbować rozpoczynać pływanie

Spływalne czy nie ??? Widok z drogi.

Po drodze spotkamy jednak kilka następnych podobnych jazów głęboko wciętych w kanion, których obniesienie może być bardzo problematyczne. Niektóre miejsca są bardzo trudne lub wręcz niemożliwe do rozpoznania z poziomu rzeki (patrz zdjęcie obok). Dlatego wskazane jest zabranie ze sobą sprzętu alpinistycznego, albo co najmniej kilku długich i mocnych lin. Im dalej w dół rzeki tym kanion głębszy i coraz gorzej widoczny z drogi.

 

W okolicy miejscowości Soffranco (6 km od zapory) przy moście głębokość wynosi co najmniej 30m. Zejście w tym miejscu a także do 500 m w dół rzeki bez lin było niemożliwe. Jechaliśmy też kilkaset metrów drogą po prawej stronie rzeki od Soffranco. Jest bardzo wąska, miejscami szutrowa, bardzo trudna do zawracania i niestety kompletnie z niej nie widać rzeki.

Za następne 3 km na wysokości miejscowości Igne mamy most wiszący i możliwość zejścia drogą opisaną przez Michaela Ullmanna.

My jednak po dokładnym rozpoznaniu możliwości dojazdu postanowiliśmy skorzystać z drogi biegnącej po prawej stronie rzeki (za mostem wiszącym). Aby do niej dojechać należy jadąc droga nr 51 z kierunku Belluno przed centrum Longarone skręcić pierwszą drogą w lewo po minięciu mostu na Mae.

 

Prosty przy moście wiszącym

 

W drodze na miejsce startu

Droga ta (Via Pirago) prowadzi pod wiaduktem kolejowym i następnie lekko pod górę równolegle do rzeki. Po kilkuset metrach skręcamy w lewo i ponownie przejeżdżamy nad Mae. Miejsce to można również osiągnąć jadąc droga nr 251 przez centrum Longarone i skręcając w odpowiednim momencie w lewo. Jadąc dalej docieramy do niezbyt szerokiej drogi dostępnej tylko dla ruchu lokalnego.

 

Choć momentami kręta (patrz zdjęcie obok) jechaliśmy nią bez problemów naszym Ducato.

Po minięciu mostu wiszącego docieramy do kamiennego mostu opisanego jako punkt zejścia opisany przez Michaela Ullmanna. Most ten jest charakterystyczny, ze względu na kamienna balustradę. Wcześniej mamy kilka innych kamiennych mostków, ale żaden z nich nie ma takiej balustrady. Widoczne z mostu zejście było bardzo strome, i szczerze mówiąc schodzenie tam bez asekuracji w postaci chociażby lin, wydawało się pomysłem dość szalonym.
My pojechaliśmy dalej w górę rzeki do jak nam się wydawało bardziej przyjaznego miejsca zejścia.

Teciu i Tomek przy kamiennym moście

Łąka przy białym domu – miejsce zejscia nad Mae

Droga wkrótce wychodzi z lasu a na okolicznych łąkach położonych jest kilka zabudowań. Po ich minięciu tuż przed rozwidleniem dróg dojechaliśmy do białego domu położonego przy dość stromej łące.

 

Przemiła właścicielka pozwoliła nam zaparkować samochód przy domu i pokazała ścieżkę przez łąkę, która prowadziła nad Mae i z której jak nas zapewniała, co pewien czas korzystają też kajakarze.

Po wstępnym rekonesansie, rozpoczynamy mozolne schodzenie w dół. Trzeba pokonać około 140 m różnicy wysokości. Odcinek łąki to „bułka z masłem”, potem zaczyna się las i co raz większe stromizny.
Korzystamy z widocznej ścieżki wzdłuż której odpowiedzialny za sprowadzenie grupy Kuba umocował liny asekuracyjne. Wpinamy się w nie gdyż liściaste podłoże co chwilę obsuwa sie w dół.

 

Znoszenie kajaków stroma ścieżką wymaga ciągłej uwagi

Teciu zjeżdża żlebem

Trawersując zbocze przez kilkaset metrów, mozolnie przenosimy sprzęt.
W końcu ścieżka dochodzi do żlebu którym spuszczamy na linach cały sprzęt i wszystkich ludzi.

Jesteśmy ok 30 m (licząc w pionie) nad poziomom wody.

Żleb kończy się półką skalną, z której zjeżdżamy kilkanaście metrów w dół na pięknie bezpośrednio przy rzece położoną zatoczkę.

Po ponad 3 godzinach schodzenia, jesteśmy w sercu kanionu…

 

Już nad rzeką. Zjeżdża Paweł obok Kuba

 

Marecki sprawdza ponton po napompowaniu

Teraz trzeba przygotować sprzęt do płynięcia. Pontoniarze przesiedli się na specjalnie na te okazje przygotowane mniejsze pontony.
Ładujemy sprzęt alpinistyczny do kajaków i ruszamy w drogę…

Widok w głąb wąwozu, płynie Prosty

 

Na początku mamy dość spokojną wodę, niewielkie bystrza i piękne widoki roztaczające się na okoliczne góry. Wąwóz jest jeszcze bowiem dość szeroki.

 

 

Po kilkuset metrach Mae dopływa do wąskiej gardzieli za którą mamy kompletnie zawalony nurt wielkimi blokami skalnymi. Z mozołem obnosimy po skałach na lewym brzegu rzeki.

 

 

Na wysokości pięknej niszy abrazyjnej, którą mamy na prawym brzegu rzeki, można już spuszczać sprzęt do wody po stromych blokach skalnych, albo po prostu zjechać po nich kajakiem.

Kowal i Szczepan w niszy,widok z lewego brzegu

 

Prosty na bystrzu

Potem jest znowu szerzej, mamy kolejny odcinek szybszej wody z bystrzami szachownicami i małymi spadkami. Nic specjalnie trudnego (maksymalnie WW II+), ale uatrakcyjnia płynięcie.

Po kolejnych kilkuset metrach mamy po prawej stronie dość szeroki płaski żwirowy brzeg bez skał oraz suche koryto potoku. To miejsce w którym schodzi się do rzeki zgodnie z opisem Michaela Ullmanna. Zaraz za nim mamy kolejny zablokowany spadek wymagający przenoszenia.

Krzysiu Daroszewski,Wojtek Gałach i Tomciu przy ujściu potoku

 

Marecki na kamieniu,Teciu chwilowo poza kadrem

Dlatego trzeba się trzymać prawej strony rzeki i za wczasu rozpocząć przenoszenie. Po lewej stronie, gdzie prowadzi główny nurt mamy bowiem 2 syfony. Jeden zaraz za dużym kamieniem leżącym w środku nurt (pokazany strzałką na zdjęciu obok), drugi na tej samej wysokości, ale jeszcze bardziej w lewo w niszy abrazyjnej. W pierwszym z nich zaparkował ponton, ale ze względu na jego gabaryty skończyło się tylko ewakuacją na kamień .

Paweł zdążył na czas wyskoczyć z kajaka, ale zaklinowany sprzęt trzeba było wyciągać za pomocą lin.
Nauczeni tym doświadczeniem staraliśmy się wszystkie następne przejścia zawczasu rozpoznać.

Paweł szykuje line do wyciągnięcia kajaka

Nie ulega bowiem wątpliwości, iż stan wody był o co najmniej kilkanaście centymetrów wyższy niż ten przy którym rzekę opisywał Michael Ullmann. Widać to na zdjęciu poniżej jeżeli porówna się je ze zdjęciem tego samego miejsca zamieszczonym w jego opisie. W zwężeniach i gardzielach wzrost poziomu był jeszcze wyższy i mogły tworzyć się syfony których przy niższej wodzie nie było.


Paweł przepłynął kaskadę i rozpoznaje dalsza drogę

Za syfonami mamy odcinek około 150 metrów do następnego nieprzejezdnego miejsca (patrz zdjęcie po lewej). Sprzęt trzeba przenosić prawą strona po skałach (po lewej jest potężny blok skalny niemożliwy do obniesienia), albo spłynąć kaskadą (WW III+) do widocznego w głębi fragmentu ze spokojną wodą i wylądować po lewej stronie.
Dalej przenosimy sprzęt lewym brzegiem omijając kolejne rumowisko skalne na rzece, aż do zakrętu rzeki.

Tam ukazuje się nam kolejny spadek a rzeka wpływa w kanion o pionowych ścianach.
Na środku mamy potężny głaz który trzeba ominąć. Obniesienie jest niemożliwe więc spływamy. Nurt prowadzi wąską szczeliną po prawej stronie głazu, mimo mało zachęcającego widoku (wpycha na podmyta skałę) okazuje się to dobra droga dla kajaków (wszyscy spływają bez wywrotki). Przejście po lewej mimo że szersze jest o wiele trudniejsze do napłynięcia.
Trzeba startować z cofki przed kamieniem, tamtędy spływają tylko pontony.

Krzysiu Daroszewski przygotowuje ponton,Szczepan już za kamieniem

 

Paweł na skale,w głębi most wiszący

Za tym krótkim kanionem zaczyna się następny, który z wysokiej skały próbuje rozpoznać Paweł.

Wiszący most zwiastuje, iż zbliżamy się do kulminacyjnej części kanionu.

Zanim to nastąpi czekają nas jeszcze dwa trudne przejścia. Pierwsze z nich nazwałem „pralką”. Mae wpływa z około metrowym spadkiem do wąskiej nie szerszej niż 2 m gardzieli. Między ścianami kanionu woda kotłuje się we wszystkich możliwych kierunkach i robi z kajakiem przedziwne rzeczy. Do tego mamy lekko trzymający odwój. Miejsce to pokazuje strzałka na zdjęciu obok.
Po kilkudziesięciu metrach mamy małą zatoczkę w której czekaliśmy na wynik loterii: albo gratulowaliśmy szczęśliwego przepłynięcia albo zbieraliśmy sprzęt i ludzi.

Paweł sprawdza co wypływa z „pralki”. Pozostali czekają w zatoczce

 

Piękny kanion z niespodzianka na końcu

Potem Mae rozszerza się na chwile by znowu z łoskotem wpłynąć w kolejny kanion. Atrakcją tego widocznego na zdjęciu jest to, iż jego koniec zamyka skała na którą prowadzi silny nurt. Jedyne możliwe wąskie przejście po lewej częściowo przegradza drzewo.

Za nim mamy szeroki na 2-3 m kanion, ale prąd się uspakaja.

Po chwili kanion przechodzi w tunel i płyniemy w kompletnych ciemnościach. Raz po raz dociera do nas jakieś światło pozwalające zorientować się i wybrać właściwy kierunek płynięcia.Trwa to może 5 minut tunel się kończy ale za to z góry leci na nas woda z wodospadu…

Za chwile wpływamy w następną szczelinę, tak wąską że trudno jest normalnie wiosłować.

Wpływamy w tunel – widok z pontonu.

 

Co raz szerszy kanion zwiastuje koniec etapu

Ten zapierający dech odcinek trwa około 15 minut. Wszyscy jesteśmy oczarowani, coś tak pięknego i niesamowitego widzimy pierwszy raz w życiu.

Wszystko co piękne niestety się kończy. Kanion mimo iż nadal głęboki, wyraźnie się poszerza.

Wkrótce mijamy wysoki most drogowy w Longarone, a zaraz za nim zdecydowanie niższe mosty : kolejowy i drogowy (droga nr 51 z Belluno). Rzeka rozlewa się szeroko i jest już bardzo płytko. W oddali widać Piave, a my po 4 godzinach płynięcia kończymy po prawej stronie zaraz za mostem drogowym.

Pamiątkowe zdjęcie po skończonym płynięciu.

Mae to rzeka niesamowita i jedyna w swoim rodzaju!!!

Jej spłynięcie pozostawia niezapomniane wspomnienia ale trzeba pamiętać że nie jest to rzeka dla każdego i stanowi spore wyzwanie.

Po pierwsze trzeba mieć świadomość że jest to klasyczna „rzeka bez powrotu” , po zejściu do kanionu nie ma odwrotu ani innej alternatywy – trzeba płynąć aż do ujścia.

Po drugie trzeba mieć ze sobą liny i sprzęt alpinistyczny. Nawet jeżeli zejdziemy drogą Michaela Ullmanna (który nie używał lin) to i tak wewnątrz kanionu mogą znaleźć się miejsca, gdzie bedą one niezbędne. To co jest spływalne dzisiaj jutro może być zawalone chociażby przez drzewo.

Po trzecie trzeba liczyć się z tym że płyniecie może sie nieoczekiwanie przedłużyć, a każdy scenariusz (łącznie z noclegiem w kanionie) jest możliwy. Dlatego należy zaczynać wcześnie, zabrać zapasowy sprzęt i wiosła a także dodatkowe jedzenie.

Po czwarte należy mieć świadomość, że trudność rzeki w dużym stopniu zależy od poziomu wody.My przy nieco wyższej wodzie mieliśmy już miejsca czwórkowe. Wysoka woda w głębi kanionu może stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo. Dlatego warto spytać przy zaporze jaki jest stan i czy nie przewidują spuszczania większej ilości wody.

Po piąte wreszcie Mae na odcinku kanionu jest rezerwatem do którego wstęp jest zabroniony. Nasze doświadczenia pokazują jednak że zakaz ten nie jest rygorystycznie przestrzegany, ale warto o tym pamiętać i nie afiszować się specjalnie z zamiarem płynięcia.

Gorąco polecam i życzę niezapomnianych wrażeń.

Dodaj odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *