Początek czerwca to taki trochę „sezon ogórkowy” dla kajakarzy górskich. Wiosenna woda w Karkonoszach już się dawno skończyła na ta „alpejską” jest jeszcze trochę za wcześnie. Chcąc jakoś wypełnić czas postanowiliśmy razem z Pawłem zrobić 1- dniowy wypad na Płytnicę – znaną zwałkową rzekę w pobliżu Piły.
Rozpoczęliśmy standardowo w Prądach przy moście drogowym szosy 22. Przed mostem jadąc od strony Szwecji mamy szeroki zjazd na obszerna łąkę z oznaczeniem Punkt Czerpania Wody i wygodnym dojściem do rzeki.
Zakończenie planowaliśmy w Płytnicy około 15 kilometrów dalej licząc z biegiem rzeki, przy moście drogi nr 11, co przy normalnym stanie wody i zwałkowym charakterze rzeki nie powinno zająć więcej jak 5 godzin.
Niestety już wstępne oględziny stanu wody pod mostem nie napawały optymistycznie. Było bardzo płytko. Optymistycznie zakładaliśmy jednak że wody będzie stopniowo przybywało.
Niestety nasze założenia nie bardzo się sprawdziły. Po początkowym odcinku, gdzie dało się jeszcze płynąć pomiędzy mieliznami rzeka jeszcze bardziej się rozszerzyła i pozostał nam tylko spacer po kamienistym dnie połączony z ciągnięciem lub pchaniem kajaka.
Momentami zdarzały się głębsze fragmenty , szczególnie przed bobrzymi zaporami piętrzącymi rzekę, pozwalające na dłuższe płyniecie ale po pokonaniu zapór wszystko wracało do stanu wyjściowego. Dopiero kilkaset metrów przed zalewem w Smolarach rzeka zwęża się i pogłębia na tyle że można w miarę swobodnie wiosłować
Zalew ma długość około 600m i mniej więcej w 2/3 przecina go droga z mostem wiodącym do leśniczówki Smolary.
Co by nie powiedzieć o samym zalewie jego przepłyniecie sprawiło nam olbrzymią przyjemność, i z nadzieja patrzyliśmy na koronę jazu za która spodziewaliśmy się normalnej rzeki z wystarczającym przepływem wody regulowanym na jazie.
Niestety spotkało nas olbrzymie rozczarowanie bo wody za jazem było „jak na lekarstwo”, dopiero 600m, dalej lewobrzeżny dopływ Samborka zasilany zbiornikiem retencyjnym niósł ilość wody dającą szanse na w miarę normalne płyniecie.
Przebycie 5,5 km rzeki , z czego przynajmniej 2/3 „z buta” zajęło nam około 4 godzin, a to oznaczało że przebycie reszty planowanego odcinka przed zmrokiem jest raczej nierealne
Reasumując wyprawa zakończyła się spektakularną porażką !!!
Nauka z niej jest taka że najlepiej wybierać się na Płytnicę przy zdecydowanie wyższych stanach wody a najbezpieczniej za ujściem Samborki .









