Jako że początek długiego majowego weekendu zapowiadał się pogodowo bardzo atrakcyjnie, pozostało tylko wybranie równie atrakcyjnego i przyjemnego odcinka na rozpoczęcie sezonu.
Nie było to łatwe bo długotrwała susza zdecydowanie zmniejszyła pole wyboru jeżeli chodzi o mniejsze rzeki, a takie zawsze preferowaliśmy na początku sezonu. Mając jednak w pamięci zeszłoroczny dość atrakcyjny odcinek Obry powyżej Gorzycy postanowiliśmy sprawdzić czy na dalszym odcinku rzeka jest równie ciekawie.
Spływ rozpoczęliśmy w miejscu zakończenia zeszłorocznego spływu czyli Przystani Gorzyca „Za jazem” należącej do Stanicy Kajakowej Św.Wojciech.Wcześniej dogadaliśmy tez z nimi transport powrotny i nie było z tym najmniejszego problemu , więc nie trzeba się było rozwozić i cała ekipa przyjechała jednym samochodem.W tych warunkach przygotowanie sprzętu i zejścia na wodę zajęło nam około pół godziny.



Początkowy około 400 m odcinek aż do mostu drogowego biegnie wzdłuż terenów należących do Agroturystyki Maya. Rzeka płynie dość szeroko i bez przeszkód.


Za mostem charakter rzeki się zmienia. Mimo że rzeka płynie pośród pól pojawiają się pierwsze zwalone drzewa . Jest jednak na tyle szeroko że daje się je ominąć bez przeciągania sprzętu. Około 300m za mostem po prawej stronie mijamy pomost ostatniej stanicy kajakowej w Gorzycy.


Za jednym z kolejnych zakrętów rzeki w prawo zbliżamy się do lasu położonego na malowniczej wysokiej skarpie. Tutaj też po przepłynięciu około 1 km od mostu napotykamy pierwszą zwałkę wymagającą przeciągania sprzętu.

Po około 100 m od tego miejsca Obra skręca ostro w lewo i wpływa do lasu rozpoczynając najciekawszy kilkusetmetrowy odcinek Obry z dużą ilością drzew wymagających uważnego manewrowania.

Wkrótce rzeka się jednak uspokaja , jest coraz szerzej a prąd zdecydowanie słabnie. Mimo dużej ilości drzew nie stanowią one istotnego problemu dla płynięcia , jest za to bardzo malowniczo.

Trzeba jednak zachować czujność bo pod dość mętną wodą czają się niewidoczne przeszkody w postaci drzew i grubych konarów . Chwila nieuwagi może się skończyć niekontrolowanym opuszczeniem pokładu. Praktycznie każdy z nas zaliczył taki „przypadek”. Na szczęście woda nie była specjalnie zimna a słoneczko grzało wystarczająco dobrze.

Po 1,5 godzinie płynięcia i pokonaniu 4 km rzeki postanawiamy zrobić krótki odpoczynek na malowniczym miętowym uroczysku.

Po kwadransie, posileni ruszamy w dalszą drogę , ale rzeka poza ładnymi widokami nie oferuje specjalnych atrakcji. Rozlewa się szeroko a prąd jest praktycznie niewidoczny


W końcu po 3 godzinach od startu i pokonaniu niecałych 8 km docieramy do słynnego przepustu opisanego tablicą.



Jeżeli miałbym porównywać odcinki Obry przed i za Gorzycą to ten wcześniejszy jest zdecydowanie ciekawszy. Nie oznacza to oczywiście że ten pokonany nie był wart zachodu. Ładna pogoda i umiarkowane trudności to idealny wybór na rozpoczęcie sezonu.
Więcej zdjęć z tego spływu znajdziecie tutaj
