Od czasu kiedy zaczęliśmy pływanie na SUP-ach, Głomia była pierwszą rzeką która oczarowała nas w 100 %. Spływaliśmy później kilka równie fascynujących odcinków rzek, ale mimo to Głomia pozostała tą najczęściej wspominaną.
Nic więc dziwnego że skoro nadarzyła się okazja aby jeszcze raz nią popłynąć nie wahaliśmy się ani chwili.
W poniższym wpisie skupię się raczej na elementach nowych lub tylko pobieżnie opisanych w pierwotnej relacji z 2021 r.


Standardowe miejsce startu odcinka znajduje się przy kanale ulgi , gdzie mamy wodowskaz i schodki do zniesienia sprzętu. Niestety wodowskaz tak naprawdę niewiele mówi o stanie wody na rzece. Jeżeli młyn pracuje to wskazania na tym wodowskazie są niskie, jeżeli nie to przeważnie wyższe. Cztery lata wcześniej mimo że na kanale ulgi mieliśmy poziom wyższy o co najmniej 15 cm , to na rzece było co najmniej 20 cm mniej wody niż w tym roku. Reasumując nie ma na Głomi miarodajnych wodowskazów a stany wody dodatkowo są zależne od pracy młyna.

Tak czy inaczej pierwsze 500m po starcie zawsze jest uciążliwe. Jest wąsko i z reguły płytko, dopóki kanał nie połączy się z rzeką

Po połączeniu z rzeką wody jest naprawdę dużo, koryto jest wypełnione a prąd szybki. Praktycznie aż do mostu w Skórce wybudowanie, oprócz jednego zwałowiska nie było przeszkód wymagających przeciągania sprzętu.

Przy tym przepływie woda w większości przypadków tworzyła jakieś dogodne przejście, badż zakrywała drzewa które sprawiały tak wiele kłopotu 4 lata wcześniej.To było szybkie, przyjemne i techniczne płyniecie – zajęło nam niecałe 1,5 godziny.


Za mostem płyniemy jeszcze przez chwile w lesie a potem wpływamy na szeroka łąkę i właśnie na niej po ok.5 minutach od mostu i 1,5 godziny od startu mamy pierwszą konkretną zwałkę.


Za tym miejscem rzeka znowu przyspiesza. Mamy pojedyncze małe bystrza . Drzewa jeżeli się pojawiają dają się zazwyczaj ominąć. Płynie się przyjemnie i dość swobodnie.



Po kolejnej pól godzinie za zakrętem w lewo pojawia imponujące choć nie tak trudne do pokonania zwałowisko . Zbliżamy się do kulminacyjnego fragmentu rzeki gdzie łąka po lewej stronie kończy się i przechodzi w dość strome leśne zbocze.

Na tym zboczu i przy rzece widać liczne kikuty uschniętych lub złamanych drzew, które w większości wpadły do rzeki. Przy tak wysokim stanie wody większość z nich nie stanowi jednak przeszkody dla płynięcia. Jest wiec zdecydowanie łatwiej niż 4 lata wcześniej kiedy to wody było co najwyżej po kolana.Od tego miejsca do elektrowni w Strózyskach mamy jeszcze około 2 km.


Stopniowo zbocze po lewej przechodzi znowu w szeroką łąkę, las się oddala i drzew jest coraz mniej. Stopniowo rzeka przechodzi w rozlewiska a po około kwadransie pokazują się budynki elektrowni . Przed zaporą mamy po prawej pomost do którego wygodnie przybijamy. Sup-y przenosimy dość łatwo łąką także po prawej stronie do kanału ulgi, przy którym także jest pomost do wodowania sprzętu.


Najciekawszy odcinek do elektrowni o długości około 8,5 km pokonaliśmy w 4 godziny . Dojazd do elektrowni ul. Pocztową z Dobrzycy jest dość wygodny i choć asfaltowa droga jest wyboista,. można tu spokojnie zakończyć płyniecie.

Można też popłynąć 2 km dalej aż do Starego Młyna w Dobrzycy co zajmuje najwyżej pół godziny. Zaraz za elektrownią rzeka wpływa w wąski zalesiony wąwóz, w którym pojawiają się zwalone drzewa a prąd jest dość szybki . Mamy też do pokonania 2 zatory wymagające przeciągania sprzętu.



Staw młyński ma dość strome i bagniste brzegi. Dlatego warto podpłynąć prawie do budynku gdzie na łące rozłożono drewniane belki a na brzegu wyłożono gumowe dywany ułatwiające wyjście na brzeg.

Jak oceniamy to kolejne spotkanie z rzeką ?
Na pewno pozytywnie. Wyższy stan wody spowodował że płynęło się przyjemniej, bardziej technicznie. Zwałek było mniej, ale te co pozostały dawały wystarczająco dużo radości z ich pokonywania.
Reasumując niezmiennie polecam ten odcinek rzeki !!!
Link do galerii zdjęć znajdziecie tutaj
