Oczarowani odcinkiem Ilanki do Rybocic postanowiliśmy tym razem sprawdzić wcześniejszy odcinek prowadzący z Maczkowa, a kończący się przy ruinach papierni w Prochowcu.
Pogoda mimo że wrześniowa, zapowiadała się dość ciepła i słoneczna a stan wody w porównaniu z poprzednia wizytą był praktycznie taki sam i wynosił 55 cm na wodowskazie w Maczkowie co nadal oznaczało stany prawie średnie.
Spływ rozpoczęliśmy za jazem małej elektrowni wodnej w Maczkowie po lewej stronie rzeki za mostem drogi krajowej 134 Rzepin – Urad.

Ponieważ cała woda kierowana była na turbinę elektrowni, jaz po lewej stronie rzeki nie przepuszczał wody co zdecydowanie ułatwiało zejście na wodę.


Po szybkim zejściu na wodę ruszamy w drogę. Rzeka płynie dość leniwie wśród łąk.

Mijamy ostatnie zabudowania Maczkowa a charakter rzeki się nie zmienia, jest spokojnie i dość szeroko.

Pierwsze zwalone drzewo napotykamy po 10 min płynięcia.Miejsce to znajduje się około 500 m od startu, co oznacza ze utrzymujemy dobre tempo płynięcia – około 3km na godzinę.

Przez kolejne 20 minut rzeka nie zmienia charakteru, jedyną trudność stanowią fragmenty zarośnięte trzcinami.

Po pól godzinie od startu śródleśne łaki znikają, las przybliża się do rzeki i pojawiają się zwalone drzewa. Na początku nie jest ich dużo, ale z czasem pojawiają się coraz dłuższe zwałowiska przerywane coraz krótszymi fragmentami wolnymi od przeszkód.


Powoduje to że tempo płynięcia wyraźnie spada,bo po godzinie licząc od startu przebyliśmy tylko 2 km. Dodatkowo na dalszym odcinku trudności na rzece jeszcze wzrastają, bo oprócz zwalonych drzew pojawiają się fragmenty całkowicie zarośnięte, przez które trzeba się przedzierać.


Z tego powodu po kolejnej godzinie płynięcia pokonaliśmy tylko kilometr rzeki. Mimo że słyszymy już odgłos samochodów pobliskiej drogi krajowej nr 29 do końca etapu wcale nie jest tak blisko.
Pokonanie kilkuset metrów dzielących nas od mostu drogowego zajmuje nam ponad pól godziny

Po dość swobodnym przepłynięciu pod mostem wydawało nam się ze końcowy fragment do papierni w Prochowcu będzie już tylko relaksem.
Ale nic z tego…po kilkudziesięciu metrach za mostem docieramy do miejsca które trudno nazwać inaczej niż : „koniec rzeki”. Woda się kończy a wokół tylko trzciny.

Dzięki temu, że jednak stoimy na SUP-ach udaje się dostrzec po prawej stronie, ponad trzcinami barierki mostu za którym znajduje się punkt końcowy etapu

Przedzieramy się przez kilkumetrowy pas trzcin i ponownie wpływamy na otwarty fragment rzeki kilkadziesiąt metrów od mostu


Przęsła mimo że dość niskie nie sprawiały większej trudności, wystarczyło się położyć na pokładzie SUPa , a prąd rzeki robił swoje .
Po dobiciu do schodów trzeba było jeszcze umyć sprzęt a dalej można go było wynieść wygodnie na trawę.

Przepłyniecie 5 km odcinka ( tyle wskazały nam nasze GPS y) zajęło nam 2 godziny i 45 min i był to czas naprawdę dobrze spędzony.
Bardzo ciekawy i piękny odcinek Ilanki , moim zdaniem nawet ciekawszy od tego do Rybocic. Serdecznie polecam !!!

Więcej zdjęć z przepłyniętego odcinka można zobaczyć tutaj
